Sound of silence…

Nie będzie niczym odkrywczym jeśli napiszę, że ostatnimi dniami Polska żyje śmiercią prezydenta Gdańska.

Od razu napiszę – niewiele o nim wiem, nic nie mam wspólnego, nawet do końca nie wiem jakie miał poglądy. Ot – kojarzę z twarzy z telewizora i to co widziałem tworzyło wizerunek spoko gościa.

Gdy podano w mediach, że został zaatakowany – cóż, nie znasz dnia ani godziny, możesz na siebie nie wiem jak uważać, a zawsze coś może się zdarzyć. Potkniesz się na ulicy, nieszczęśliwie uderzysz głową w chodnik i po tobie.

Ale mimo w sumie zupełnego braku więzi z zaatakowanym siedząc w kolejce do lekarza, gdy przeczytałem w telefonie, że jednak nie dał rady i odszedł – zwyczajnie po ludzku zakręciła mi się w oku łza i jakoś tak wszystkiego się odechciało. Zupełnie mi dotychczas obce uczucie, zrobiło się jakoś tak nijako…

 

Dziś trafiłem w sieci na te nagranie i zwyczajnie się poryczałem:

Jedna myśl na temat “Sound of silence…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s